Ech... Standardowe zwalanie winy na tych drugich. Jasne, sa zachowania bardzo karygodne, nalezy je pietnowac. Ale nie wrzucajmy wszystkiego do jednego wora. Sa czarne owce. Jak wszedzie. Ale jest duzo przykladow swetnie prowadzonych badan. I nie sa to wylacznie planowe wykopaliska, a takze badania ratownicze. Owszem, czasem panuje pospiech, trzeba liczyc sie z pewnymi ustepstwami, ale nie zwalnia to z utrzymywania odpowiedniego poziomu badan.
Padl zarzut, ze system nauczania zly, bo ksztalci nadmar studentow. To w duzej mierze nie zalezy od ilosci, a od wzbudzenia zainteresowania samych studentow i od tego jak ci "doswiadczeni" przekazuja swoja wiedze (o ile faktycznie ja maja). Archeologia wymaga zaangazowania, przygladania sie pracom wykopaliskowym, analizowania ich, rozwiazywania problemow.. Studiowania w bibliotece nie tylko tego co potrzebne na zaliczenia, a np. powrotu do metodyki prac wykopaliskowych czy zrodloznawstwa, wykladanego zwykle na pierwszych latach studiow. A pozniej, jak to z praktyka, jedni maja wiekszy zmysl, inni musza nad nim pracowac. Nadprodukcja? Sila rzeczy. Jest grupa ludzi, ktora chce isc na studia i idzie miedzy innymi na archeologie. Jakby rozumowac w ten sposob, to na kazdym kierunku studiow mamy nadprodukcje, bo niby rynek pracy pelny, a wakant tylko na hydraulikow. Czesc rezygnuje, czesc potraktuje to hobbystycznie asekurujac sie drugim kierunkiem, w zawodzie i tak pozostanie 1/4 absolwentow, z czego jeszcze mniej wyrobi uprawnienia.
A czy "mlodzi" tak psuja obraz polskiej archeologii? Nie zgodze sie absolutnie. Mowi sie tak z perspektywy bardziej doswiadczonego badacza, ktory sam zapomnial o popelnianych przez siebie przed laty bledach. W praktyce, z tego co moge obserwowac, to ci mlodzi czesto sa motorem do zmian. To oni chociazby, obcujacy z komputerami od lat mlodosci, walcza o nowa jakosc dokumentacji czy sposobu prezentacji danych z wykopalisk. Walcza, po czesci dlatego, zeby wyprzec wlasnie tych "starych", ktorzy czesto maja ugruntowana pozycje i robia swoje - niestety tak samo jak ich tego nauczyli 30 lat temu... Tachimetr na wykopie? Instrukcja obslugi gruba. Fotogrametria? Jakiegos fotoshopa trzeba sie nauczuc. A przeciez mamy papier milimetrowy, kredki oraz tysiac pomiarow w kapowniku... I gwarancje, ze sie to sprawdza od lat!
Co do badan autostradowych. A niby siedzacy na wyzszych stolkach nie widzieli jak sprawuje sie system rozliczania prac autostradowych wedlug glupiego systemu? Przeciez to absurd. Archeolog nie wrozka, zeby z gory dokladnie wiedzial co mu pod lopata wyjdzie. Wszyscy wiedzieli jakie sa naduzycia. A robione to bylo czesto nie dlatego zeby sie dorobic, ale zeby ar wyszedl "na plusie". Owszem, zachowanie karygodne. Ale ktos z "medrcow" taki system ustanowil, a inni nie mieli wyjscia, aby na warunki nie przystac. Efekt tego taki, ze powstana dwa sprawozdania - jedno dla inwestora, drugie: opracowanie naukowe. Coz - znamy realia, wiec trzeba wiedziec co sie czyta i brac na pewne kwestie poprawke.
Kazdy kij ma dwa konce. Badania milenijne teraz rozliczamy, ze strasznie chalturzone. Jednak glownie przez to, ze podszyte propaganda - jak wszystko w tamtych czasach. Ale przeciez zaiwestowano duzo w nowoczesny na tamte lata sprzet, wielki rozwoj w metodyce prac, tworzono podwaliny pod badania szerokoplaszczyznowe, zwiekszylo sie zapotrzebowanie na archeologow i bylo ich na czym w praktyczny sposob edukowac. Oraz to co wydaje mi sie najwazniejsze i czego niestety, od tamtych lat, nie jestesmy w nawet marnym stopniu powtorzyc - popularyzacja, budzenie swiadomosci archeologicznej, wzbudzanie zainteresowania przeszloscia. A teraz? Media sa oknem na swiat i dojsciem do ludzi, a my nie umiemy z tego korzystac. Archeologia jest medialna tylko w wypadku jakiejs sensacji. Juz nie jest wazne jakiej... Albo skarb monet, albo gdy zamkna archeologa za lapowki. Jeden pies. Z popularyzacja kulejemy i to bardzo. Nie ma wiec co sie dziwic, ze ludzie nie reaguja na kopiacych na ich polu wykrywaczowcow, a archeolog nadzorujacy kopanie fundamentow, jest wrogiem numer jeden osoby budujacej dom na historycznym terenie. Odbijajac pileczke mozna zwalac dalej - co robia WKZ-y, ktore dzialania popularyzatorskie maja wpisana w dzialalnosc statutowa? Przykro mi, zaden przyklad nie przychodzi mi do glowy.
Zahaczajac jeszcze o watek poziomu badan zagranizcnych (mysle o jakis misjach w Egipcie, Ameryce Pd., itp.)... Wydaje mi sie, ze tak sie kopie, jakie standardy wyznacza lokalny konserwator. W praktyce w jednym regionie kopie sie glownie to co jest "sensacyjne", a w innym utrzymuje sie standardy XIX-wieczne... Lokalne wladze musza dbac o porzadek na swoim podworku. Owszem, na badaczach ciazy jakas odpowiedzialnosc i mysle, ze wielu z nich probuje zarazic lokalnych badaczy, nowosciami z dlugo wypracowywanej "metodyki europejskiej". Gorzej jesli lokalni, ktorzy nadaja ton calosci, przystaja no wspomnianych standardach...