wyszukiwarka

Sprawdziłam w Bibliotece Głównej AR w Krakowie i mają prenumeraty Konia Polskiego i Konie i Rumaki (tam też było parę artykułów), ale niestety z wypożyczalni mogą korzystać tylko studenci
Będę musiała sobie jakoś to załatwić, bo podejrzewam, że są tam te artykuły z Balic, zwłaszcza że jedna czytelnia znajduje się w Balicach.

 

Najlepsza postać w Eragonie.

Ostrzegam- nie czytałam tematu w całości

Najlepszy boheter: wg.mnie jest kilka osób które zasługują na wzmiankę.

Pierwszym i niewatpiliwie nie do pobicia jast Murtagh. Za co? Za tajemniczośc, wiekszy(lub mniejszy) spryt, ciekawą przeszłość itp, itd, ect:P ( I LUV MURTI)

Kolejnie ciekawe postacie to oczywiście Solenblum ( koty muszą byc nie-dające-się-do-końca-rozumieć , inaczej nie byłyby kotami, powalajaćy urook i bycie kotołakiem), Ara i Saphira ( za całokształt...zbyt dużo pisana) oraz Brom(za wiedzę, intyligencję i - szczególnie- za znecanie się nad Eragonem, kiedy uważał że pozjadała wszystkie rozumy:lol: )

Bohaterem który czesamai mnie denerwował był...może to dziwne, ale sam Eragon. Dlaczego?Zbytnia przewidywalnosć. Osobiscie uważam że Paulini mógł obdarzyc głównego bohatera bardzie ciekawym amm... charakterem i moze wieksza intyligencja...przynajmniej w Pierwszym tomie. Co do postaci 2-go planowych najbradziej przypadł mi do gustu Orik ( sprtna bestyjka, majaca swoje zdanie, co pokazał ratując skórę Eragonowi i wpuszczając go do miasta Vatedenów<nie pamietam nazwy> wbrew rozkazom{pierwszy tom})

Niestety co do osób pojawiających, lub dalej rozwijających sie w "Najstarszym" nie mogę nic powidzieć. Szansa dostania tej ksiązki w mojej bibliotece jest równa (niestety) prawie zeru...ale wciąż mam nadzieję

Nawiązania do Buffy

O Klubie Jane Austen pisałam w innym temacie. Smaczku dodaje fakt, ze bohatera, który ogląda BtVS razem z teściową bodajże, gra w filmie Marc Blucas.

Nawiązanie było w którymś z opowiadań Pilipiuka chyba, muszę sprawdzić. I nie wiem, czy w Nocarzu czegoś nie było.

Wow, to o wiedźminie chetnie bym przeczytała. Sama miałam ambicję, by się wiedźminem zająć naukowo, więc bardzo jestem ciekawa. Ale na razie chyba wypadłam całkiem z naukowego obiegu, bo nawet nie wiem, co powstawje na te najbardziej interesujące mnie tematy. Tyle czasu, co kiedyś w bibliotece spędzam obecnie w Sejmie i nie powiem, żeby to była zmiana na korzyść...

Ar, rozumiem, że chodzi ci o jakiekolwiek nawiązania, a nie tylko takie na poważnie.

Inna sprawa, że Scooby Gang to typowa druzyna, jaka jest stałym elementem większości powieści fantasy. Tworcy seriali często wykorzytuja takie schematy, na tym chyba polega popkultura. Albo postmodernizm Ale czasem to nie od razu widać, hehe.

I tak fabułę większości utworów stanowi wędrówka bohatera lub grupy bohaterów, w czasie której zostaje zrealizowane jakieś ważne dla losów świata zadanie, albo zachodzi proces dojrzewania bohatera pod wpływem przeżywanych przygód. Główny bohater ma zwykle towarzyszy, tworzących drużynę. - czy to nie pasuje do BtVS? Tyle ze wędrówka w tym przypadku jest bardziej metaforyczna...

Agata dnia Pon 23:02, 28 Lip 2008, w całości zmieniany 1 raz

Potop szwedzki

Nie pracuję tam...studiuję archeologię na UŁ i często bywam w BUŁ.
Mam skończonego maga z historii na UW...osobiście chcę i mogę pracować w BULe...Na razie jednak ...

Odnośnie Potopu, to najwięcej danych jest w dokumentach z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie [AGAD AR II ks. 21 ] , też w wydanym diariuszu Bogusława Radziwiłła...w Bibliotece Narodowej są liczne dane w czytelni mikroform. No i w CBW egzemplarz SMHW na półce.

 

Akademia Rolnicza im. Hugona Kołłątaja w Krakowie

Międzywydziałowy kierunek studiów „Biotechnologia” został powołany Uchwałą Senatu Akademii Rolniczej w Krakowie w roku akademickim 1999/2000. Utworzyły go cztery wydziały: Rolniczo-Ekonomiczny, Hodowli i Biologii Zwierząt, Ogrodniczy oraz Technologii Żywności. Kierunek ten początkowo podlegał organizacyjnie Wydziałowi Ogrodniczemu, a od 1 września 2003 roku przekształcił się w Międzywydziałowe Studium Biotechnologii. Obecnie jest to samodzielna jednostka dydaktyczna, której celem jest kształcenie specjalistów w zakresie biotechnologii roślin, zwierząt i żywności.
Biotechnologia jest nowoczesnym i przyszłościowym kierunkiem, cieszącym się dużym zainteresowaniem młodzieży. Corocznie chęć studiowania jej zgłasza duża liczba absolwentów szkół średnich. Wiąże się to z dynamicznym rozwojem tej dziedziny zarówno pod względem tworzenia naukowych podstaw inżynierii genetycznej, jak i zastosowań w praktyce. Na rynki wielu krajów weszły już pierwsze produkty żywnościowe i farmaceutyczne wytwarzane przy użyciu genetycznie zmodyfikowanych organizmów. Poszerzają się możliwości zastosowania biotechnologii w medycynie, rolnictwie, ochronie środowiska i wielu innych dziedzinach życia.
Na Biotechnologii kształci się corocznie 60 studentów (łącznie ponad 200 studentów). Studia trwają 5 lat (10 semestrów) i obejmują około 3400 godzin zajęć dydaktycznych. Studenci mają do dyspozycji bogate zaplecze laboratoryjne i liczne pracownie specjalistyczne (kultur in vitro, mikrobiologiczną, biochemiczną, genetyki molekularnej, cyto-embriologiczną) wyposażone w nowoczesną aparaturę. Mogą również korzystać z dwóch pracowni komputerowych z dostępem do internetu oraz z elektronicznych baz danych w Bibliotece Głównej.
Proces dydaktyczny Międzywydziałowego Studium Biotechnologii realizuje kadra naukowo-dydaktyczna zatrudniona w 45 jednostkach należących do 7 Wydziałów Akademii Rolniczej. Niektóre zajęcia prowadzone są również przez pracowników Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Instytutu Fizjologii Roślin PAN oraz Instytutu Zootechniki w Balicach. Łączna liczba samodzielnych pracowników wykładających na Biotechnologii wynosi 69 osób. Specjalizują się oni w różnych dziedzinach biotechnologii, współpracują z wieloma ośrodkami naukowymi i zakładami przemysłowymi w kraju i za granicą (Anglia Niemcy, Holandia, Francja, USA).

źródło: http://msb.ogr.ar.krakow.pl/

Zamęt przy kufelku :)

Bubeusz zerwał się z krzesła i przeklinając raz Desta, raz Frista, popędził za magiem z Avlee.
-Stój!!- krzyknął. Odpowiedziało mu cichutkie echo piosenki. "Heej, spal księgę, podrzyj księgę..."

Bubeusz wpadł do biblioteki zziajany. Zobaczył Fristrona idącego wzdłuż półek z książkami i przejeżdżajacego palcem po grzbietach książek o tytułach zaczynających się na P.
-Zostaw ją, to prawdziwy biały kruk wśród książek!
Fristron ani drgnął. Bubeusz nie miał więc wyjścia.

-Chyba czas na mały apel...- mruknął Bubeusz, wnosząc sparaliżowanego przyjaciela do Sali. Rzucił go na ziemię i cofnął zaklęcie.

-Słuchajcie, jesteście u mnie przez taki krótki okres czasu, a już zdążyliscie narobić tyle szkód, że głowa mała. Rozwaliliście mi cały barek, zepsuliście najlepsze zapasy Syrenek, a mało brakowało i doszłoby do dewastacji cennych egzemplarzy w bibliotece! Wstydźcie się! Tak się odpłacać za gościnę? Destero, ja kazałem Ci niszczyć moje zapasy, czy je chronić? Jestem pełen podziwu dla Nagasha, co do którego miałem najwięcej obaw, a tymczasem nawet błota do środka nie naniósł. Ludzie, trochę rozsądku. Destero, będziesz jeszcze pilnować tych zapasów, dopóki nie skonstruuję odpowiednich mechanizmów. A wara mi coś zniszczyć! A Ty Fristron, opanuj się, Syrenki to nie sens istnienia Twojego życia, zachowujesz się tak, jakby były Ci niezbędne do życia...-
-Bo są...- przerwał mu Fristron. Bubeusz postanowił zignorować tą uwagę.
-...jakoś nigdy nie zaobserwowałem, żebyś podczas naszych wizyt u Cioci Sybilli, ani jakichkolwiek innych, od razu penetrował całe jej mieszkanie w poszukiwaniu alkoholu...
Poza tym mam przecież bardzo blisko do targowiska, zawsze możesz się przejść i kupić.- podsumował Biały Mag.
-Tjaaa, blisko, jakieś pół dnia drogi do pierwszej wioski, gdzie nawet o Syrenkach nie słyszeli...- mruknęła Aryene. Bub już miał odpowiedzieć, kiedy usłyszeli skrzypnięcie drzwi wejściowych. Do Wieży wtargnęła jakaś osoba.
-Oho, mamy gości.- rzekł Bubeusz. Odwrócili się w stronę wejścia na Salę Główną, gdzie po schodkach cichutko wchodziła jakaś osoba. Jej sylwetka wyraźnie wszystkim mówiła, że Ary właśnie przestała być jedyną przedstawicielką płci pięknej we Wieży. Nowoprzybyła wydawała się być nieznajoma. Bubeusz ucieszył się, mając nadzieję, że może w jej towarzystwie jego przyjaciele zaczną się trochę kontrolować.

MAPY GLIWIC

Rarytas dla miłośników historii i pięknych książek. 54 mapy Górnego Śląska z ostatnich 500 -lat znalazły się w pięknie wydanym albumie "Cartographia Silesiae Superioris". Dziś premiera w Bibliotece Śląskiej.

Wolumin o ogromnych rozmiarach robi wrażenie: oprawiony w skórę, waży kilka kilogramów.
Album "Cartographia Si-lesiae Superioris" wyszedł nakładem katowickiego wydawnictwa Ar-silesia.
Chcieliśmy w jednej książce pokazać mapy, z których, wynika, że ten nasz piękny Górny Sląsk był raz polski, raz czeski, a raz niemiecki. Pokazujemy ten region takim, jakim był - mówi Bogusław Wierzbicki, szef wydawnictwa.
Swoim pomysłem szybko zainteresował Archiwum PaństWowe w Ka-towicach. Wszystkie bezcenne starodruki wydobyto z archiwów w Katowicach, Gliwicach i Opolu. Praca nad poszukiwaniem najciekawszych egzemplarzy nie była wcale prosta, bo gdyby ktoś zrobił dokladnyprzegląd
archiwów, to okazałoby się, że map Śląskaj est kilka tysięcy.
- Może gdzieś w Warszawie znajduje się jakaś piękniejsza, lecz my publikujemy tylko te, które mamy w naszych śląskich archiwach - mówi Wierzbicki.
Choć najstarsze mapy mają niemal 500 lat, wyglądają jak nowe. - Staraliśmy się pokazać je w takim stanie, w jakim schodziły z ówczesnych drukarni. Stąd też niektóre czyściliśmy w obróbce komputerowej - zdradza Marzena Zielonka z Arsilesii.
W albumie znajdziemy 54 dzieła sztuki kartograficznej z lat 1561-1946, wszystkie w imponującym formacie 48x68 cm.
. Perłą "CartographiaSilesiaeSuperioris" jest mapa Martina Helwiga z roku 1561, uznawana za pierwszą mapę Sląska. Jej oryginal nigdzie się jednak nie zachował. Na szczęście po dekadzie od jej nakreślenia przez Helwiga ukazała się przeróbka i właśnie ta kopia znalazła się w wydawnictwie Arsilesii. - To mapa o tyle szczególna, że powstała z autopsji.
Jej autor, pochodzący z Nysy naukowiec Helwig, jeździł po Sląsku i zapisywal to, co zobaczył.
Oczywiście już wcześniej pojawiały się wizerunki Sląska na mapach, były to jednak opracowania powstałe "ze sluchu": ich autorzy nigdy tu nie byli, nanosili jedynie informacje, które ktoś im przekazywał - mówi Roland Banduch z Archiwum Państwowego w Katowicach, który o każdej z map mógłby długo opowiadać. Szansa na wysłuchanie tych często pasjonujących opowieści już dziś - o godz. 10 w Bibliotece Sląskiej rozpocznie się promocja albumu "Cartographia SilesiaeSuperioris". Mapy pokazuje też wystawa w głównym holu.
Wydawnictwo ukazuje sięw limitowanym nakładzie 200 egzemplarzy. Kosztuje 1980 zł.
Album ukaże się też w mniej ekskluzywnej postaci i w cenie ok.600zł.

SLD - weryfikacja

Cytat:Wybacz, ze sam nie odpowiem niech to zrobi w swoim imieniu Balcerowicz.
http://www.wprost.pl/ar/?O=48388&C=57

A jak to robi SLD z bylym Kolotka przeczytaj tutaj:
http://www.wprost.pl/ar/?O=48384&C=57



A obok obydwu artykułów reklama podatku liniowego - uważam, że podane przez Ciebie artykuły są ok. ale aby zachować ich równowagę jeden powinien byc wypowiedzią Balcerowicza, drugi Kołodki.

Ja też w związku z tym zaproponuję Ci lekturę - jeśli masz dostęp do jakiejś niezłej biblioteki - wypożycz książkę prof. Kołodki "spirala inflacji" - wydaną w 1988 r (opracowywana była napewno wcześniej), zrozumiesz wtedy, że reforma Balcerowicza, nie była niczym odkrywczym, gdyż jej założenia były dużo wczesniej opracowane.
Ciężko było tylko znaleźć "jelenia", który chciałby wziąć na siebie jej ciężar (Głównie duża niepopularność!).
Dlatego doceniam Balcerowicza, za tę reformę. Nie popadałbym jednak w uwielbienie go jako naukowca - ekonomisty - szczególnie po ostatnich wybrykach ze schładzaniem gospodarki (która i tak zostałaby schłodzona pozostałymi reformami).
Przykładem są właśnie często błędne analizy których dokonuje (np. nie biorąc pod uwage faktu, że Polska wkrótce zostanie włączona w ogranizm gospodarczy UE). Śmieszy mnie też podpieranie się przez niego analizami np. prowadzonemu przez jego żonę - CASE
Drugą sprawą jest fakt, że nie ma "jednej drogi" szczególnie w ekonomii.
Ten sam efekt można osiągnąć różnymi drogami.

Biblioteka

bibliotego główna jest na WHiBZ na al. Mickiewicza 24 a czy na innych wydziałach są jakieś oddziały biblioteki to nie wiem, bo nigdy nie było mi to potrzebne, ale chyba taki info powinno być na stronie AR

Co jest z tą archeologią...

Ech... Standardowe zwalanie winy na tych drugich. Jasne, sa zachowania bardzo karygodne, nalezy je pietnowac. Ale nie wrzucajmy wszystkiego do jednego wora. Sa czarne owce. Jak wszedzie. Ale jest duzo przykladow swetnie prowadzonych badan. I nie sa to wylacznie planowe wykopaliska, a takze badania ratownicze. Owszem, czasem panuje pospiech, trzeba liczyc sie z pewnymi ustepstwami, ale nie zwalnia to z utrzymywania odpowiedniego poziomu badan.

Padl zarzut, ze system nauczania zly, bo ksztalci nadmar studentow. To w duzej mierze nie zalezy od ilosci, a od wzbudzenia zainteresowania samych studentow i od tego jak ci "doswiadczeni" przekazuja swoja wiedze (o ile faktycznie ja maja). Archeologia wymaga zaangazowania, przygladania sie pracom wykopaliskowym, analizowania ich, rozwiazywania problemow.. Studiowania w bibliotece nie tylko tego co potrzebne na zaliczenia, a np. powrotu do metodyki prac wykopaliskowych czy zrodloznawstwa, wykladanego zwykle na pierwszych latach studiow. A pozniej, jak to z praktyka, jedni maja wiekszy zmysl, inni musza nad nim pracowac. Nadprodukcja? Sila rzeczy. Jest grupa ludzi, ktora chce isc na studia i idzie miedzy innymi na archeologie. Jakby rozumowac w ten sposob, to na kazdym kierunku studiow mamy nadprodukcje, bo niby rynek pracy pelny, a wakant tylko na hydraulikow. Czesc rezygnuje, czesc potraktuje to hobbystycznie asekurujac sie drugim kierunkiem, w zawodzie i tak pozostanie 1/4 absolwentow, z czego jeszcze mniej wyrobi uprawnienia.

A czy "mlodzi" tak psuja obraz polskiej archeologii? Nie zgodze sie absolutnie. Mowi sie tak z perspektywy bardziej doswiadczonego badacza, ktory sam zapomnial o popelnianych przez siebie przed laty bledach. W praktyce, z tego co moge obserwowac, to ci mlodzi czesto sa motorem do zmian. To oni chociazby, obcujacy z komputerami od lat mlodosci, walcza o nowa jakosc dokumentacji czy sposobu prezentacji danych z wykopalisk. Walcza, po czesci dlatego, zeby wyprzec wlasnie tych "starych", ktorzy czesto maja ugruntowana pozycje i robia swoje - niestety tak samo jak ich tego nauczyli 30 lat temu... Tachimetr na wykopie? Instrukcja obslugi gruba. Fotogrametria? Jakiegos fotoshopa trzeba sie nauczuc. A przeciez mamy papier milimetrowy, kredki oraz tysiac pomiarow w kapowniku... I gwarancje, ze sie to sprawdza od lat!

Co do badan autostradowych. A niby siedzacy na wyzszych stolkach nie widzieli jak sprawuje sie system rozliczania prac autostradowych wedlug glupiego systemu? Przeciez to absurd. Archeolog nie wrozka, zeby z gory dokladnie wiedzial co mu pod lopata wyjdzie. Wszyscy wiedzieli jakie sa naduzycia. A robione to bylo czesto nie dlatego zeby sie dorobic, ale zeby ar wyszedl "na plusie". Owszem, zachowanie karygodne. Ale ktos z "medrcow" taki system ustanowil, a inni nie mieli wyjscia, aby na warunki nie przystac. Efekt tego taki, ze powstana dwa sprawozdania - jedno dla inwestora, drugie: opracowanie naukowe. Coz - znamy realia, wiec trzeba wiedziec co sie czyta i brac na pewne kwestie poprawke.

Kazdy kij ma dwa konce. Badania milenijne teraz rozliczamy, ze strasznie chalturzone. Jednak glownie przez to, ze podszyte propaganda - jak wszystko w tamtych czasach. Ale przeciez zaiwestowano duzo w nowoczesny na tamte lata sprzet, wielki rozwoj w metodyce prac, tworzono podwaliny pod badania szerokoplaszczyznowe, zwiekszylo sie zapotrzebowanie na archeologow i bylo ich na czym w praktyczny sposob edukowac. Oraz to co wydaje mi sie najwazniejsze i czego niestety, od tamtych lat, nie jestesmy w nawet marnym stopniu powtorzyc - popularyzacja, budzenie swiadomosci archeologicznej, wzbudzanie zainteresowania przeszloscia. A teraz? Media sa oknem na swiat i dojsciem do ludzi, a my nie umiemy z tego korzystac. Archeologia jest medialna tylko w wypadku jakiejs sensacji. Juz nie jest wazne jakiej... Albo skarb monet, albo gdy zamkna archeologa za lapowki. Jeden pies. Z popularyzacja kulejemy i to bardzo. Nie ma wiec co sie dziwic, ze ludzie nie reaguja na kopiacych na ich polu wykrywaczowcow, a archeolog nadzorujacy kopanie fundamentow, jest wrogiem numer jeden osoby budujacej dom na historycznym terenie. Odbijajac pileczke mozna zwalac dalej - co robia WKZ-y, ktore dzialania popularyzatorskie maja wpisana w dzialalnosc statutowa? Przykro mi, zaden przyklad nie przychodzi mi do glowy.

Zahaczajac jeszcze o watek poziomu badan zagranizcnych (mysle o jakis misjach w Egipcie, Ameryce Pd., itp.)... Wydaje mi sie, ze tak sie kopie, jakie standardy wyznacza lokalny konserwator. W praktyce w jednym regionie kopie sie glownie to co jest "sensacyjne", a w innym utrzymuje sie standardy XIX-wieczne... Lokalne wladze musza dbac o porzadek na swoim podworku. Owszem, na badaczach ciazy jakas odpowiedzialnosc i mysle, ze wielu z nich probuje zarazic lokalnych badaczy, nowosciami z dlugo wypracowywanej "metodyki europejskiej". Gorzej jesli lokalni, ktorzy nadaja ton calosci, przystaja no wspomnianych standardach...